Polski projekt budowy morskich farm wiatrowych nabiera rozpędu. Rozpoczęły się prace na morzu, realizowane przez wiele międzynarodowych korporacji. Im szybciej polskie firmy się w to zaangażują, tym większa szansa na to, że to one zarobią na transformacji energetycznej.
Jeden obrót wirnika turbiny wiatrowej pokrywa zapotrzebowanie gospodarstwa domowego na energię elektryczną na cztery dni, a takich turbin Norweski Equinor wraz z polską firmą Polenergia zbudują ponad dwieście. W grze są miliardy złotych. Zaangażowanie polskich firm może pomóc w realizacji projektów, skorzystają też lokalni przedsiębiorcy.
Polski sektor offshore jest dopiero na początku drogi, ale z uwagi na potencjał drzemiący w regionie Bałtyku i duże inwestycje, w przyszłości to morska energetyka wiatrowa może być naszą specjalizacją. Szanse na to tworzą wykwalifikowane kadry.
Transformacja energetyczna to maraton, a nie sprint, a zbudowane farmy zostaną z nami na długie dekady. Od budowy, przez użytkowanie, po serwis - każda z tych faz będzie potrzebować tysięcy specjalistów.
„Local Content” jest ważny, ale jakość i kompetencje są równie ważne. Polski przemysł musi się dowiedzieć, jakie są wymagania w tej branży, dlatego tak istotne jest wejście we współpracę z zagranicznymi partnerami na wczesnym etapie tych projektów. Morska energetyka wiatrowa to kluczowy element zielonej transformacji energetycznej. Do 2040 roku na polskiej części Bałtyku planowana jest budowa farm o mocy 18 tysięcy megawatów.