Sprawa sądowa, w której prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz, oskarżony został o zatajenie w oświadczeniach majątkowych dwóch mieszkań i posiadanej gotówki utknęła w martwym punkcie - świadkowie nie stawiają się na kolejnych terminach rozpraw, choć wydano postanowienie o ich przymusowym doprowadzeniu. Chodzi o cztery osoby - krewnych żony prezydenta - którzy są ostatnimi świadkami w sprawie toczącej się od marca 2015 roku. Prezydentowi Gdańska grozi do trzech lat więzienia.

W sprawie nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych Pawła Adamowicza gdański sąd rejonowy od kilku miesięcy przesłuchuje świadków. Są to między innymi członkowie rodziny prezydenta Gdańska, ale też np. pracownicy firm deweloperskich czy osoby odpowiedzialne za odbiór niewykazanych w oświadczeniach lokali. We wtorek miała odbyć się kolejna rozprawa, która nie doszła do skutku. Wszystko przez kolejną nieobecność wezwanych świadków.

Część osób przedstawiła zwolnienia lekarskie, inne nie odbierają wysyłanych wezwań - w tym tych, które przesłane zostały za granicę. Według prokuratury nieobecność tych osób może wpłynąć na efekt postępowania tym bardziej, że w kwietniu tego roku rozszerzono zarzuty o nieujawnienie 120 tysięcy złotych w gotówce i papierów wartościowych na 30 tysięcy złotych.

Z uwagi na niepełnosprawność i przebywanie od 13 lat za granicą prokurator wycofał wniosek o przesłuchanie jednej osoby. Oznacza to, że do zakończenia postępowania do przesłuchania zostało trzech świadków - tych samych, którzy nie stawiają się na wezwania sądu. Paweł Adamowicz miał zataić posiadanie dwóch mieszkań i 320 tysięcy złotych w gotówce. Przed sądem tłumaczył, że pomyłka popełniona została nieświadomie, powielił ją w kolejnych oświadczeniach, a następnie skorygował. Śledczy prowadzą jeszcze jedno postępowanie - tym razem związane z zaniżeniem podatku dochodowego przez małżeństwo Adamowiczów. Jak informuje prokuratura krajowa od grudnia 2017 roku nie postawiono w tej sprawie nowych zarzutów.