Rok ograniczenia wolności w formie prac społecznych, zakaz hodowli psów przez trzy lata i pół miliona złotych zadośćuczynienia. Taki wyrok usłyszała Danuta S. z Rokitek - właścicielka trzech mastiffów, które dwa lata temu nieomal rozszarpały 9-letnią dziewczynkę. Dziecko cudem przeżyło, ma odgryziony palec, wiele blizn, których leczenie zajmie jeszcze co najmniej 10 lat.

7 kwietnia 2016 roku 9-letnia Marysia jeździ na rowerku po osiedlowej drodze. Jest ciepło więc, ma na sobie lekkie ubrania i mimo, że w okolicy nie ma dużego ruchu - tak jak kazała mama - ma na głowie kask. Ten kask wkrótce uratuje jej życie.

W sąsiedztwie mieszkają trzy mastiffy - biegają po podwórku, czasem szczekają i skaczą na ogrodzenie. Nie wiadomo dlaczego wybiegły na ulicę, czy zamykana na elektromagnes bramka była tym razem nie zamknięta, czy może się zepsuła - wiadomo, że psy po kilku sekundach rzuciły się na dziecko, wyszarpując ofiarę sobie na wzajem.

Od tego czasu minęły dwa lata - proces toczył się przed sądem rejonowym w Tczewie. Sędzia przychylił się do wniosku prokuratury i zasądził 500 000 złotych zadośćuczynienia oraz obciążył właścicielkę psów kosztami procesowym. Dodatkowo kobieta nie będzie mogła hodować psów przez trzy lata oraz będzie wykonywała prace społeczne przez rok.

W uzasadnieniu sędzia Rafał Gorgolewski przypomniał o dwójce bohaterów, dzięki którym 9-letnia Marysia, mimo że bardzo poraniona, przeżyła atak psów. Pierwszym jest matka dziewczynki, która zawsze, może trochę przesadnie dbała o to, aby Marysia jeździła na rowerze w kasku. Drugim jest sąsiad. Pan Jacek, który bez chwili zastanowienia rzucił się dziewczynce na pomoc.