Cztery mandaty i dwadzieścia pięć interwencji straży miejskiej w ciągu ostatnich kliku miesięcy - to dotychczasowy bilans walki władz Sopotu z mieszkańcami, którzy palą w piecach "byle czym". Brzmi nieźle, ale przecież prawdziwa zima jeszcze do nas nie dotarła. W namawianiu mieszkańców do przechodzenia na proekologiczne ogrzewanie urzędnicy namawiają od dekad, niestety wciąż w kurorcie można spotkać gęsty, gryzący dym, który utrudnia życie mieszkańcom.

Słynny nie tylko w Polsce kurort, chwalący się m.in. powietrzem - jednym z najczystszych spośród polskich miast. Ale nawet tutaj bywają momenty, kiedy nos lepiej zatkać, a okna jak najszybciej zamknąć. Zima i mróz - to czas, kiedy w piecach nieodpowiedzialnych mieszkańców Sopotu ląduje niemal wszystko: foliowe worki, lakierowane drewno i plastik. Większości mieszkańców Sopotu, którym na sercu leży czyste powietrze wie, co robić. Straż Miejska czeka na informacje o przykrych sąsiedzkich praktykach i podejmuje interwencje. W przesłanym do naszej redakcji oświadczeniu, czytamy: "Ujawniono cztery przypadki nieprawidłowego spalania odpadów. We wszystkich przypadkach interwencje zakończyły się ukaraniem mandatem karnym". W ciągu ostatnich miesięcy służby miejskie dokonały dwudziestu pięciu kontroli posesji. Od 1997 r. w Sopocie funkcjonuje program dopłat do wymiany pieców węglowych na ogrzewanie ekologiczne, miasto zachęca też mieszkańców lokali komunalnych do wymiany ogrzewania na proekologiczne w zamian za obniżenie czynszu o pięćdziesiąt procent.