Ma tylko 23 lata, a nawet już nie pamięta ilu dzieciom pomógł. Mówi: „nie zbawię świata, ale może trochę świat nieuleczalnie chorych maluchów zmienię”. Trójmiejski fenomen można o nim bez przesady powiedzieć - rusza niebo i ziemię, żeby życie tych najbardziej poszkodowanych przez los było odrobinę lżejsze. Pomaga mu w tym sztab największych polskich gwiazd filmu, muzyki i teatru. Bo Przemek Szaliński może mieć przydomek magnes.

Mama wierzy, że jeszcze wstanie, pobiegnie, zawoła, przeczyta. Że zaraz wprowadzą i zrefundują lek, który wynaleźli w ubiegłym roku Amerykanie. Że zamkną za sobą dziesięć ostatnich lat leżenia, w bezruchu. Że oczy odpoczną od potakiwania i zaprzeczania. Że Pawełek, jeszcze przeniesie góry. Na razie przenosi ona. Sami jak dwa palce. W zagrzybiałym, ciasnym mieszkaniu, ze starą podłogą, piec na węgiel, węgiel w piwnicy.

Wtedy mamę Ewę i Pawełka znalazł on. Chłopak z gdańskiego Przymorza. Też jak Paweł leżał miesiącami w szpitalu. Dziś już nie chce o tym mówić, woli działać. Telefon, komputer, autobus - dwa narzędzia pracy. Od dziesięciu lat dzwoni po największe gwiazdy serialu, teatru i muzyki. Prosi: zagrajcie, zaśpiewajcie, opowiedzcie. Ja sprzedam na wasz koncert cegiełki, a potem za nie wyremontuje kolejne mieszkanie tak jak u Pawła i jego Mamy.

Andrzej Seweryn nigdy nie odmawia, Mateusz Damięcki jest zawsze, Żak, Barciś, grupa Vox. Przyjeżdżają do Sopotu na zaproszenie Przemka, potem bez gwiazdorzenia idą z nim odwiedzić dzieci w gdańskich szpitalach. Ot, przychodzi filmowa gwiazda na oddział chorób płuc. Święto, radość, szał. Dziesięć lat w ruchu, mama łapie go czasem w biegu i mówi zadbaj o siebie, zwolnij. A on już organizuje kolejne spotkanie z cyklu Serca Gwiazd. Przyjedzie Maja Ostaszewska. Odwiedzi Pawełka, a Przemek cegiełki zamieni na farbę, nowy wózek inwalidzki, brodzik, albo komunikator. Dzięki temu Paweł może mówić oczami. Ostatnio powiedział do mamy, że Ją kocha i żeby się nie martwiła. Przecież mają prawdziwego przyjaciela, bo poznali go w biedzie.