Nie milkną echa dyskusji po sobotnim marszu ONR w Gdańsku. Pochód, w którym wzięło udział kilkuset narodowców, wywołał dużo kontrowersji. Zdaniem niektórych gdańskich aktywistów prezydent Gdańska powinien zakazać demonstracji narodowców. Innego zdania jest jednak sam Paweł Adamowicz, który twierdzi, że w momencie rejestracji zgromadzenia Urząd Miejski został wprowadzony w błąd.

Na obchody 84. rocznicy swojego powstania Obóz Narodowo-Radykalny wybrał Gdańsk. Do miasta przyjechali członkowie oraz sympatycy ONR-u z całego kraju. Zaczęło się od spotkania w historycznej Sali BHP na terenach stoczniowych. Następnie narodowcy przemaszerowali z Placu Solidarności ulicami centrum Gdańska na ulicę Długą. Kontrowersje dotyczą sposobu rejestracji zgromadzenia. W Urzędzie Miejskim wniosek złożyła miesiąc temu osoba prywatna, anonimowa mieszkanka Gdańska w imieniu własnym, a nie organizacji. Było ono określone, jako "zgromadzone dotyczące zachowań narodowych". Wiele emocji wywołało też miejsce obchodów 84. rocznicy powstania ONR-u Jak na razie Fundacja Promocji Solidarności, do której należy sala BHP nie zajęła żadnego stanowiska i nie chce komentować sprawy. Komentuje ją za to prezydent Adamowicz, który na sobotę 21 kwietnia zapowiedział „prodemokratyczną i antyfaszystowską demonstrację". Okazuje się, jednak, że narodowcy chcą wyprzedzić prezydenta. Do urzędu wpływają już wnioski o rejestracje kolejnych zgromadzeń w ten sam dzień. Zgromadzenia rejestrowane są w trybie uproszczonym, dlatego też nie można ich zakazać.