Plaga zatruć dopalaczami w Słupsku – alarmują pracownicy pogotowia. Karetki muszą wyjeżdżać do osób zatrutych dopalaczami nawet czterdzieści razy dziennie. Odurzonych agresywnych pacjentów boją się ratownicy medyczni, pielęgniarki i lekarze.

Takiej ilości zatruć dopalaczami nie było jeszcze nigdy, mówią z przerażeniem ratownicy medyczni, którzy najczęściej, jako pierwsi udzielają pomocy osobom odurzonym dopalaczami. Niechlubny rekordzista, jeżeli chodzi o zatrucie dopalaczami w ciągu jednej doby trafił na słupski SOR aż dziesięć razy. Personel oddziału ratunkowego przyznaje, że osoby po dopalaczach to najbardziej uciążliwi i absorbujący pacjenci. Ratownicy medyczni, którzy udzielają pierwszej pomocy osobom odurzonym dopalaczami często podczas interwencji narażają własne zdrowie i życie. Agresywni pacjenci po dopalaczach i alkoholu są też prawdziwą zmorą słupskiej izby wytrzeźwień. Zdarza się, że nawet czterech rosłych pielęgniarzy nie jest wstanie obezwładnić odurzonego dopalaczami agresora. Choć jeszcze niedawno wydawało się, że dopalacze zażywają głównie nastolatkowie, szpitalne statystyki pokazują, co innego. Zarówno ratownicy medyczni jak i pracownicy SOR-u przyznają, że sami nie poradzą sobie z narastająca falą zatruć dopalaczami. Potrzebne są natychmiastowe zmiany przepisów, które na przykład pozwalałyby przymusowo leczyć osoby uzależnione od dopalaczy.