Fatalny stan miejskiego monitoringu, a właściwie jego brak, mógł przyczynić się do tragicznej śmierci ośmioletniej dziewczynki, która utopiła się w Słupsku - tak mówi wielu mieszkańców miasta. Choć na terenie miejskiego parku „Klasztorne Stawy” jest kilka kamer monitoringu, po tragedii wyszło na jaw, że żadna nie była podłączona do sieci światłowodowej.

Stan miejskiego monitoringu w Słupsku od kilku lat pozostawia wiele do życzenia. Fatalny stan monitoringu już półtora roku temu obnażyło policyjne śledztwo w sprawie zabójstwa słupskiego taksówkarza. Mimo, że taksówka do której wsiadł zabójca kilkanaście minut jeździła monitorowanymi ulicami starówki, z powodu fatalnego stanu technicznego kamer, złej jakości obrazu, a nawet brudnych kloszy kamer, policji nie udało się wykorzystać żadnego zdjęcia z monitoringu.

Niestety przez ostanie półtora roku stan miejskiego monitoringu tylko się pogorszył. Tym razem pokazało to tragiczne utonięcia 8-letniej dziewczynki. Choć teren Klasztornych Stawów jest teoretycznie monitorowany przez kilka kamer, tuż po tragedii okazało się, że żadna nie jest podłączona do sieci.

Leszek Orkisz, prezes stowarzyszenia Bezpieczny Region Słupski, nie kryje złości na władze miasta, które potrafiły jedynie zrujnować przekazany kilka lat temu miastu przez Stowarzyszenie, sprawnie działający system monitoringu.

Władze miasta nie chcą się wypowiadać na temat fatalnego stanu monitoringu i - jak mówią - wieloletnich zaniedbań w tym względzie.