65 tys. zł - taką kwotę musi zebrać pani Iwona Trocka. Jeszcze niedawno była jedną z nich: uśmiechnięta, życzliwa, towarzyska - koleżanka z Muzeum Historycznego Miasta Gdańska. Dziś walczy z czasem i chorobą, która wyniszcza ją dosłownie z dnia na dzień. Wracamy do historii pani Iwony Trockiej chorej na Pląsawicę Huntingtona i do ludzi, którzy walczą razem z nią. A stawką jest życie i los małego dziecka.

Ciało nie słucha. Mózg wysyła mu zupełnie inne sygnały niż ona chce. Nie ma chwili spokoju, nie ma minuty bez ruchu. Nie ma normalności. A przecież tego tylko o to chodzi - żeby było normalnie. Pląsawica – słowo przeklęte. Zabija mózg Iwony Trockiej. Tak jak jej mamy i brata. Bezwzględne złe geny niszczą 40-latkę - żonę, mamę, przyjaciółkę.

Jest zgoda lekarzy. 65 tysięcy złotych i Iwona trafia na stół operacyjny. Jak zapłaci. Na razie mają niewiele ponad 7 tysięcy. Wpłacają koledzy z Muzeum, ktoś na urodziny zamiast prezentów poprosił o pieniądze potem dał je dla Iwony. Mało, to tak jak czasu.

Czeka Iwona, czeka mąż i mały Nikodem. Żeby mogło być normalniej, żeby ciało słuchało. Żyć, wychować, być za 65 tysięcy złotych. Trudno policzyć to co niepoliczalne. A jednak.