Ulicami Trójmiasta przebiegł 23. Energa Maraton Solidarności. Na mecie najszybciej zameldował się Kenijczyk Benard Kipkorir Talam, choć nie udało się mu ustalić nowego rekordu trasy. W tym maratonie najważniejsza była jednak historia.

To bieg wyjątkowy - łączy sportową rywalizacje z pamięcią o ludziach zasłużonych dla historii. Maraton Solidarności odbywa się zawsze w sierpniu - miesiącu trudnym do pokonywania królewskiego dystansu - mimo tego co roku startuje tu blisko 1000-siąc uczestników chcących uczcić pamięć największego ruchu społecznego w historii Polski, Europy i Świata.

Przed startem uroczyście złożono kwiaty pod gdyńskim pomnikiem poległych stoczniowców. Wśród upamiętniających między innymi biegacze, którzy do tej pory brali udział we wszystkich edycjach maratonu.

Na ulice Trójmiasta wyruszyło ponad ośmiuset miłośników biegania. Walka o zwycięstwo w 23. Energa Maratonie Solidarności rozstrzygnęła się pomiędzy dwoma Kenijczykami. Na 20 kilometrze przyspieszył Benard Kipkorir Talam i zgubił swojego rywala. Choć pod koniec trasy walczył z kryzysem to prowadzenie utrzymał i wygrał z czasem 2 godziny 28 minut i 4 sekundy. Pierwszy z polaków był Kamil Kunert - zajął trzecie miejsce.

Wśród kobiet wygrała Arleta Meloch z czasem 2 godziny 49 minut 15 sekund. Wyprzedziła rywalkę z Kenii o blisko 3 minuty. Większość startujących biegła jednak dla idei. Czas nie miał znaczenia.

W Maratonie Solidarności było mnóstwo dopingu i wsparcia. Na 15 kilometrze w gotowości na biegaczy czekała prawie cała drużyna piłkarzy ręcznych Wybrzeża. Najwytrwalsi kibice obserwowali finish biegu nieopodal fontanny Neptuna.

24-ta edycja Energa Maratonu Solidarności za rok.