Gdyński tzw. „Pekin” - to osiedle naprędce skleconych domków, które powstało jeszcze przed wojną. Zamieszkiwali je przybyli do miasta robotnicy, którzy pracowali przy budowie gdyńskiego portu. Do dziś mieszkają tam ich potomkowie. Do dziś - często bez kanalizacji i ciepłej wody. Ale ma się to zmienić, bo teren jest prywatny. W miejscu Pekinu ma stanąć osiedle mieszkaniowe. Co z mieszkańcami? Czy 120 rodzin zamieszkujących ten teren zostanie bez dachu nad głową? Miasto obiecuje pomoc.

Historia gdyńskiego Pekinu zaczyna się w latach trzydziestych - kiedy to z całej Polski do Gdyni przybywają pierwsi robotnicy pracujący przy budowie tutejszego portu. Potrzeby mieszkaniowe były ogromne, więc baraki stawiano często z tego, co było pod ręką. Wg obliczeń - w 1931 roku - na terenie Gdyni było około czterystu bud mieszkalnych (nie domów), a w 1934 - już około dwa i pół tysiąca.

Gdyński Pekin to jedna z pięciu dzielnic, gdzie takie baraki powstały i stoją często do dziś dnia. Mieszka tu prawie pół tysiąca osób - 120 rodzin - m.in. rodzina pana Wiesława, który trzydzieści lat temu przyjechał tu ze Śląska, gdzie wcześniej pracował w kopalni. Teraz zarówno pan Wiesław, jak i pozostali mieszkańcy Pekinu, będą musieli osiedle opuścić. Potomkowie przedwojennych właścicieli tego terenu chcą go odzyskać, a dzielnica ma przejść gruntowną rewitalizację.

Mieszkańcy Pekinu boją się rozmawiać przed kamerami. Ci, z którymi udało nam się porozmawiać - mówią, że część budynków została spalona. Część - rozebrana, by nikt tam nie zamieszkał, a część - wyburzona. Jeszcze w latach trzydziestych, pozwolenie na budowę domów zostało wydane na okres maksymalnie pięciu lat, po tym miały zostać rozebrane - ale tak się nie stało - mówi przedstawiciel właścicieli. Na tym terenie miałoby powstać osiedle mieszkaniowe. Wartość pięciohektarowego terenu to 28 milionów złotych.

Co teraz z mieszkańcami „Pekinu”? - Nie zostawimy ich bez pomocy i każdy przypadek będzie rozpatrywany indywidualnie - mówi wiceprezydent miasta. Miasto proponuje dopłaty do wynajętych mieszkań. Niewystarczające - tak radni gdyńskiej opozycji oceniają zaangażowanie miasta w problemy mieszkańców „Pekinu” i oczekują większego zaangażowania. Zarówno miasto jak i przedstawiciel właścicieli terenu deklarują chęć współpracy z mieszkańcami dzielnicy. Ci z mieszkańców, którzy chcieliby skorzystać z pomocy miasta - w kwestii znalezienia innego lokalu i z dopłat - proszeni są o kontakt z pracownikami socjalnymi obecnymi na miejscu. Do sprawy będziemy wracać.