Różnorodni w jedności, różnorodnie zjednoczeni. Siła Kaszubów płynęła z geograficznego serca - podkartuskiego Chmielna. Byli Ci z Nordy i Ci Borowiacy, Ci z okolic Słupska, i ci spod Żukowa. Dzień Jedności Kaszubów to dla nich więcej niż święto, to ich ukłon w stronę ich własnej tożsamości.

Kaszubi trzymają z Bogiem. Nie ma lepszego dowodu na ich naczelne hasło, jak to, że Kościół w Chmielnie pękał w szwach. Nie ma innego początku każdego Dnia Jedności, niż właśnie taki. Słowo jedność najczęściej było słychać w czasie homilii. Jedność na niełatwe czasy nie tylko ich obowiązek to też wyzwanie. W ich słowniku trzeba też podkreślić słowo tradycja. Ta związana z marcowym Dniem Jedności jest taka, że bez względu czy to granice czy serce Kaszub są zewsząd. Sztandar to ich wizytówka. Czasy się zmieniają, oni są. Odchodzą najstarsi, zastępują ich ci młodsi - duża rola tych pierwszych, żeby pokazać, przekazać, nauczyć. Chwalą się tym, co robią w wolnych chwilach, a niełatwe to sztuki. I chodzi o coś więcej niż coroczny jarmark sztuki ludowej, mówi pani Brygida. Albo, że to nie chodzi, że co roku w jednej Sali spotka się kilkuset akordeonistów. Chodzi o to, że stworzą jedność - która postara się przy okazji pobić rekord Guinnesa. I co z tego, że zabrakło dwudziestu muzyków do pobicia rekordu. 351 też miało swoją moc. I gra orkiestra. Zjednoczona, harmonijna i ta, co trzyma nie tylko z Bogiem, ale i ze sobą.