Wyruszyły z Krynicy i idą granicami Polski - mowa o kobietach doświadczonych przez choroby onkologiczne. W ciągu tygodnia podczas Onkorajdu mają zamiar pokonać ponad 100 kilometrów. Chcą zwrócić uwagę potrzebę profilaktyki i badań, bo wczesne wykrycie raka daje szansę na całkowite wyleczenie.

Rak to nie wyrok. Najlepiej wie o tym Maria Lejszys, jak sama o sobie mówi - od 7 lat szczęśliwa amazonka. Teraz chce się dzielić swoją radością, a ten rajd poświęca nie tylko amazonkom, ale wszystkim kobietom.

Osoby chore onkologicznie często czują się odsunięte, osamotnione w swojej walce. Inicjatywy takie jak ta mają pokazać wszystkim, chorym i zdrowym, że mimo raka można i trzeba żyć pełnią życia.

Jak mówią uczestniczki marszu - te lęki trzeba odczarować. Grupa kilkunastu pań wyruszyła z Krynicy. Po drodze przejdą przez Jantar, Sobieszewo i Trójmiasto. Ich celem jest Rewa - dotrą tam w sobotę. Codziennie pokonują trasę około 20 kilometrów, łącznie przejdą 120. Ale ta edycja Onkorejsu ma zasięg ogólnopolski.

Wzdłuż granic maszerują nie tylko osoby chore na raka, ale także ich bliscy. Annę Gwoździewicz do wzięcia udziału w Onkorajdzie zachęciła bratowa, która od kilku lat zmaga się z rakiem.

W całej Polsce uczestnicy Onkorajdu mają pokonać łącznie ponad 2 tysiące kilometrów. I wygrać: ze swoimi słabościami i z chorobą.