Wygrali z rakiem, poradzili sobie też z morskim żywiołem. Uczestnicy OnkoRejsu po tygodniowej żegludze, szczęśliwie powrócili do Gdyni. Na pokładzie harcerskiego żaglowca „Zawisza Czarny" i towarzyszącego mu jachtu „Nest” żeglowało 25 pań i 5 panów, którzy mają za sobą zmagania z chorobą nowotworową.

Trasa OnkoRejsu wiodła do litewskiej Lipai, łotewskiej Kłajpedy i z powrotem. Ostatni etap wiódł z Helu do Gdyni. To był już pełny relaks. Bóg mórz Posejdon najsurowiej potraktował Zawiszę i uczestników OnkoRejsu na początku wyprawy.

Mimo przebytych chorób nowotworowych uczestnicy rejsu nie byli pasażerami tylko pełnoprawnymi członkami załogi. Zero taryfy ulgowej. A na pokładzie żaglowca zawsze jest co robić.

Dla wielu uczestników tej wyprawy pływanie pod żaglami, a tym bardziej po morzu na żaglowcu, który słynie z tego, że na nim buja nawet gdy nie wieje, było zupełnie nowym doświadczeniem.

Rak? Chemia? Radioterapia? Nie były częstymi tematami rozmów. Taki zresztą jest cel OnkoRejsu. Udowodnić, że rak to nie wyrok i że o przebytej traumie można zapomnieć.

Organizatorki OnkoRejsu pracują już nad kolejnym projektem. Tym razem będzie to Ogólnopolski OnkoRejs Granicami Polski. Wbrew nazwie będzie to nie rejs tylko marsz. W sierpniu uczestnicy podzieleni 34 osobowe zespoły, z których każdy przejdzie 100 kilometrów, mają okrążyć Polskę.